Książka „Świety Charbel”

Najlepiej postać Świętego przybliżyć możemy słowami Maronickiego duchownego Paula Dahera. Są to tłumaczone na język polski kolejne rozdziały książki „Saint Charbel”. Tłumaczymy je i publikujemy tu ku zbudowaniu ducha naszego i Twego Czytelniku. Sam Święty reklamy i rozgłosu nie potrzebuje.

Myślimy, że to na czym Mu może zależeć, to nasze nawrócenie. Gotów jest nawet wypraszać nam zdrowie, co poza wartością oczywistą, daje nam dodatkowy czas na nawrócenie. Uczynił tak wiele razy. Wiele takich wydarzeń, opowiedzianych przez naocznych świadków, zostało opisane przez autora. Szczegółowe relacje będą na końcu książki.

Zapraszamy: czytajcie, dzielcie się uwagami w komentarzach, znajomym polecajcie. Dla ułatwienia pod każdym postem, ikonki do: emaila, druku, Tweettera i Facebooka.

Kolejne przetłumaczone fragmenty pojawiają się u góry, jak w typowym blogu. Jeśli ktoś chce czytać całość powinien zacząć od ostatniego wpisu i „przesuwać się” do góry.

Copyright by  Mar Maroun Monastery, Annaya.

Prawo do kopiowania zastrzeżone przez Klasztor Zakonu Maronitów Annaya.
Publikujemy za zgodą Przełożonego Klasztoru.
Published in: on 10/11/2013 at 19:00  Comments (9)  
Tags:

26 Zostaw wszystko…

Z całą pewnością wiemy, że w tym czasie Józef zwiększył ilość wizyt w Qozhaya. Jego pragnienie pójścia w ślady wujków stawało się silniejsze wraz z każdym mijającym dniem. Każdego ranka podczas Mszy sw. nowy płomyk zapalał się w jego duszy. Wiedział, że musi zrobić to do czego został stworzony. jego przeznaczeniem była pełna poświęcenia ofiara – tak jak Hostia. Głos wewnętrzny wzywał: „Zostaw wszystko i pójdź za mną. Jestem Chrystusem!”

Świat nie pociągał go. Dookoła wrzała walka polityczna. Turcy napuszczali dyskutantów na siebie. Wokół wybuchały protesty przeciw pracy przymusowej, podatkom rekwizycjom i poborowi do wojska. Skargi i narzekanie stały się głównym tematem rozmów w całej wiosce.

Published in: on 30/03/2011 at 15:38  Dodaj komentarz  
Tags:

25. W domu wujków pustelników

Droga łącząca Biqa-Kafra z Quzhaya, gdzie żyli dwaj wujkowie Józefa, biegła przez Dolinę Kadisza.  Ojcowie Augustine i Daniel Shidiaq z Bsharre zostali skierowani do tego klasztoru jakiś czas temu. Odczuwając wyraźny pociąg do życia ascetycznego, prosili o pozwolenie na spędzenie reszty życia w odosobnieniu i milczeniu w klasztorze pod wezwaniem Mar Boula (św. Pawła).

Ich wpływ na dalsze życie Józefa był decydujący. Chłopiec, który już podziwiał ten oryginalny styl życia, uczestniczył w ich modlitwach i śpiewach. Służył im do Mszy św. i słuchał ich mądrych rad. Pewnego dnia, przybywszy przed świtem, zaszedł do maleńkiej kaplicy. Tam zastał wujków modlących się od północy.

Był to czas porannego Anioł Pański. Jeden z pustelników wstał, wziął ciężki drewniany młotek i zaczął uderzać w olbrzymi mosiężny gong. Józef wziął to narządzie z ręki wujka i sam kontynuował dzwonienie ze wzrokiem utkwionym w obraz Matki Bożej.

Podczas kolejnych wizyt wujkowie dali mu wyczerpujący wykład historii monastycyzmu. Wiele razy słyszał ich mówiących „Kto pragnie znaleźć Pana, żyć w doskonałym zjednoczeniu z Nim, musi oderwać się od wszystkich marności, którymi zajmuje się świat, i wejść w siebie samego. Być zakonnikiem, to być samotnym.” Greckie słowo „monachos” znaczy żyć samtnie. Arabskie słowo „rahib” znaczy dokładnie to samo co greckie „anakhorein”, (ana = po jednej stronie; khorein to odejść, wycofać się) i oznacza człowieka, który ucieka od świata aby w samotności przebywać w towarzystwie Boga.

„Jest oczywistym, moje dziecko, że ktoś kto wybiera takie życie, jest nienormalny dla mądrych ludzi tego świata; ale święty Paweł powiedział nam, że głupota w oczach ludzi jest mądrością w Królestwie Bożym.”

Józef osiągnął wiek 16 lat i w miarę upływu czasu coraz bardziej doceniał szlachetne ideały życia monastycznego. Doceniał klasztory – natchnione miejsca gdzie schronili się zakonnicy, tchnące pokojem i modlitwą. Spośród wszystkich pustelni, ta jedna przynależna do klasztoru Quzhaya, miała szczególne miejsce w jego sercu.

„Spójrz tam!” Powiedział Ojciec Augustine wskazując na klasztor. „Widzisz tę bryłę trzech głównych budynków? Słyszysz huk wodospadu spadającego w dolinę. Czyż nie wydaje się być echem głosów tych, którzy śpiewają tu Bożą chwałę? Tam daleko w dole, u podnóża tej wielkiej skały możesz dostrzec słynną pustelnię Świętych: Michała i Bishai.”

Centralna część klasztoru może przypominać komuś gniazdo jaskółki przylegające do skały. W rzeczywistości ten kościól został wybudowany na żywej skale. To położenie dawało schronienie świątobliwym zakonnikom od IV wieku. W czasach nam bliższych, zakonnicy często oddalali się od świata osiadając w pustelniach Qouzaya. Takim przykładem może być Younnal al-Matriti i inni po nim, którzy zostawali biskupami; jak cudowny poeta Gabriel Farhat i inni, którzy stali się założycielami zakonów – jak to później zobaczymy.

Józef był zachwycony dowiadując się, że niegdyś, w  Dolinie Kadisza, którą przechodził w drodze powrotnej, mieszkali słynny pustelnicy, których psalmy wznosiły się ku niebu dzień i noc z tych świętych miejsc.
Kadisza, starożytne centrum idei cenobickiej, nadal oferuje zaintrygowanym gościom niezwykły widok licznych maleńkich cel, wykutych w skale i połączonych ze sobą wąskimi drogami. Z dna doliny, Józef był w stanie dostrzec tylko przebłysk nieba. Z zachwytem spoglądał na święte miejsce, niepowtarzalne w Libanie, tak bogate w cnoty i poświęcenie tylu świętych mężów.

 

Czuł się przytłoczony patrząc w górę na majestatyczne góry, których skaliste szczyty spoglądały na siebie w słońcu, niczym rycerze szykujący się do boju. Czas wyrzeźbił w ścianach groty, gdzie w modlitwie, pocie i wyrzeczeniach, tysiące atletów Chrystusa znalazło schronienie. Te groty były już licznie zamieszkałe podczas wypraw krzyżowych a jeszcze więcej cenobitów pojawiło się w XV w., kiedy to patriarcha maronicki ustanowił swoją siedzibę w Qannoubin.

Klasztor Qannoubin, który wziął swoją nazwę od greckiego słowa „Koinoibion”, czyli miejsce zgromadzeń lub spotkania, wyróżnia się na tle skalistych ścian. Niebieskawe światło, sięgający po horyzont wyraża nostalgię i tęsknotę za tym co odległe. Klasztor założony na początku VI wieku, został przekazany wraz z jego pustelnią dla patriarchy Jana Jagi, który przybył tu z klasztoru Matki Bożej Elige, w pobliżu Mayfouq. Józef wracał do domu z tego schronienia świętości pełen wzniosłych myśli, bardziej niż kiedykolwiek zdecydowany do wytrwania w pracy i modlitwie.

(przyp. tłum.: artykuł o współczesnym pustelniku z Doliny Kadisza można przeczytać w Polityce. Tam również aktualne zdjęcia).

Published in: on 29/03/2011 at 21:33  Dodaj komentarz  
Tags:

24. Pierwsza pustelnia

Józef miał już 14 lat i nie chciał dłużej tolerować żartów i docinków, które pod jego adresem rzucali koledzy. Aby go drażnić przezywali go „Święty”, na co nie reagował udając, że nie słyszy tego. Wiedział, że rację mają ludzie, którym ufał: matka, ojczym i obaj wujkowie, pustelnicy. Bóg chciał aby się modlić, matka modliła się w samotności. Wobec tego, będzie robił tak jak matka. W pobliżu była grota, która wspaniale mogła służyć do tego. W ten sposób młody człowiek wyrobił sobie nawyk, który pozostanie mu na dalsze życie.

Znamienna scena odcisnęła się w pamięci jego bliskich. Dzwoniły dzwony na południowy Anioł Pański, kiedy Józef niosąc swój „zouadi” (skromny posiłek) pojawił się ze swoją trzodą i małym pieskiem biegnącym przy nogach. W pobliżu grupka rówieśników bawiła się, grając na piszczałkach z trzciny i piekąc kłosy w ognisku. Józef skierował się do groty zostawiając krowę u wejścia z przykazaniem: „Nie odchodź stąd kiedy będę się modlił. Będziesz taka dobra, prawda?” Chłopcy obserwowali go, jedząc ziarna poczerniałymi ustami. Mała dziewczynka, kuzynka Józefa,  będąca z nimi, przypatrywała się z zainteresowaniem. „Czy wiedzieliście Józefa?”

„Wiesz Meriam,” odpowiedział jeden z chłopców, „kto za nim trafi. Pewnie tam w dole, w swojej grocie odprawia mszę.” Wszyscy się roześmieli, gdy nagle pojawił się Józef, nieco zakłopotany. Wszyscy zaczęli się tłoczyć wokół niego, dokuczając mu. Ktoś podał mu kłosy, które Józef zaczął żuć w zamyśleniu. Chłopcy rozbiegli się, każdy w swoją stronę, pozostawiając Józefa samego. Wtedy zebrał jeszcze żarzące się węgle i zniknął w grocie. Tam wydobył ukryty w kieszeni mały kawałek kadzidła i położył na węgle. Umieścił je pod obrazem Matki Bożej i głośno powiedział: „Święta Maryjo Dziewico, pomóż mi! Właśnie przyszedł mi do głowy pomysł. Będę musiał o nim porozmawiać z wujkami.”

Obracając się omal nie zderzył się z małą kuzynką Meriam, która podążała za nim zaintrygowana dziwnym zachowaniem. W ręku trzymała pęk dzikich kwiatów, które mu podała. Józef złożył je pod obrazem i oboje w milczeniu patrzyli na pasemko dymu z kadzidła unoszące się pod sklepienie groty.

Ta grota, od teraz będzie jego kaplicą. Skała samotnie wznosząca się do góry, stanie się punktem obserwacyjnym i spokojnym miejscem medytacji. Te dwa miejsca później zostaną nazwane: „Grota Świętego” i „Punkt widokowy Świętego”.

Published in: on 26/03/2011 at 22:28  Dodaj komentarz  
Tags:

23. Księga natury

Dzieci z parafialnej szkoły „Pod dębem”, jednocześnie tworzyły chór, uczyli się zawodu i byli pasterzami. Józef zaczął już pracować w polu. Jego zadania były różne. Jednym z nich było pasienie owiec i krów na zboczach zielonych wzgórz. Tak wiele cudownych widoków było w tej biblijnej krainie, że Józef miał co podziwiać i kontemplować. Mógł podziwiać źródło, które z bulgotem wyrzuca wodę spod ziemi, kwiaty na łące, ćwierkotanie ptaków, gwizd wiatru w olbrzymich sosnach i  szczyty gór iskrzące się śniegiem w delikatnym świetle rannego słońca.

Biqa-Kafra cieszy się prawdziwie wyniosłym położeniem. Czy ktokolwiek jest w stanie opisać czar tego miejsca, gdzie wszystkie pory roku są tak zdyscyplinowane i posłusznie przychodzą jedna po drugiej nic nie ujmując poprzedniej i nic nie dodając następnej. Zimie z jej dzikimi wichrami nigdy przez myśl nie przejdzie stać się pękającą wiosną, gorącym latem lub melancholijną jesienią.

Można zauroczyć się patrząc w górach na wiosenne kwiaty pokrywające stoki orgią kolorów. Już od świtu, odległe ośnieżone szczyty, czerwone dachy wiosek położonych niżej, majestatyczne cedry, Dolina Kadisza, odległe morze; wszystko to przemawia bezgłośnie. Z każdej strony lśnią kolorowe dywany; jaskrawe anemony, dzikie piwonie, tulipany, hiacynty z ich wdzięcznymi kielichami, woda w rwących strumieniach odbijająca promienie słońca.

Józef z zachwytem patrzył na to wszystko prowadząc swoje stado na wzgórza. Otoczony ciszą i samotnością odczuwał boską obecność. Powiada się, że cuda natury wyśpiewują chwałę Pana. Józef czuł się lekki i wolny a jego młody duch odpowiadał na te wszystkie cudowne rzeczy. Drzewa, kwiaty, ptaki, wiosna, wszystko mówiło do niego o Bogu. Nawet widok matki idącej do źródła z wielkimi dzbanami zaczepionymi do nosidła na ramionach i długim różańcem u boku, mówił mu o Najwyższym Bogu.

Published in: on 25/03/2011 at 21:38  Dodaj komentarz  
Tags:

22. Szkoła

Po opuszczeniu kościoła Józef biegł do pobliskiej szkoły na lekcje. Podczas łaskawej pogody, szkoła działała w cieniu wielkiego dębu. W zimie musiało wystarczyć małe pomieszczenie przy kościele. Gdziekolwiek lekcja się odbywała, dzieci siadały wokół nauczyciela (często był to proboszcz), który uczył je czytać, pisać i śpiewać psalmy. Tak mniej więcej płynęło życie w Biqa-Kafra. W rzeczywistości tak biegło życie w większości górskich wiosek na początku XIX w. Znaczącą część tych lekcji poświęcano językowi syryjskiemu (syriackiemu), dialektowi języka aramejskiego, używanego w Liturgii Maronickiej. Po osiągnięciu wieku 10 lat, Józef był obowiązany (jak wszyscy wierni) śpiewać teksty Mszy św. razem z kapłanem stojącym pośród swej trzody. Jedynym dyplomem, na jaki można było liczyć w tej szkole, było potwierdzenie że uczeń może czytać i pisać po syryjsku bez błędów i że może asystować podczas liturgii. Był to niewątpliwie bardzo podstawowy poziom formacji, ale użyteczny i charakterystyczny dla wszystkich wspólnot maronickich.

Published in: on 21/03/2011 at 12:51  Dodaj komentarz  
Tags:

22. Powab Domu Bożego

W takim otoczeniu młody Józef spędzał swoje dziecięce lata. Stopniowo wchodził w realizację ewangelicznego ideału opartego na miłości i poświęceniu, który pozwala człowiekowi nawiązać bardziej bezpośredni kontakt z Bogiem.

Kiedy miał siedem lat, pewnej niedzieli grupka chłopców została poproszona o zadzwonienie kościelnym dzwonem. Jego ojciec przyrodni, który teraz był proboszczem, patrzył na niego z czułością. Przywołał go od dzwoniących chłopców: „Józiu, czas na Ziah el-Adra (nabożeństwo do Matki Bożej). Chodźmy, przygotujmy się do niego wspólnie.”

Ministrant

Chłopiec wszedł do kościoła, przeżegnał się wodą święconą, przyklęknął przed Najświętszym Sakramentem i poszedł do zakrystii aby przygotować trybularz (kadzielnicę). Tak był pochłonięty przygotowaniem do ceremonii, machając pojemnikiem z węglem, że iskry zaczęły lecieć na kapłana. Na uwagę, aby bardziej uważał, odpowiedział że przecież robi to dla uczczenia Matki Bożej.

Po skończonym nabożeństwie, Józef poustawiał sprzęty liturgiczne na swoim miejscu w zakrystii i po kryjomu wrzucił parę ziaren kadzidła do kieszeni „sherwal”, swoich luźnych spodni. Później zobaczymy po co mu to było. Nie jest trudno wyobrazić sobie jaki typ wychowania może otrzymać syn kapłana. Józef był w pobliżu swego przyrodniego ojca, służąc mu do Mszy Świętej, uczestnicząc w nowennach, Błogosławieństwach Inwokacjach i innych nabożeństwach.

Published in: on 20/03/2011 at 09:06  Comments (2)  
Tags:

21. Wezwanie

Rodzina Makhlouf była rodziną szczęśliwą, zadowalającą się z trudem zdobywanym codziennym chlebem. Spokojna, zdyscyplinowana egzystencja miała wkrótce ucierpieć na skutek wydarzenia, które całkowicie odmieniło los tej niewielkiej grupki osób.

Pewnego wieczoru, kiedy rodzina była zebrana wokół kuchennego stołu, ktoś zastukał do drzwi. Wszyscy spojrzeli po sobie ze złowrogim przeczuciem. Ojciec Antoun wstał od stołu i otworzył drzwi. Oliwna lampka oświetlała tylko na tyle, aby można było dostrzec grupę żołnierzy na koniach, z których jeden zbliżył się z dokumentem w dłoni.

„Antoun Makhlouf,” zawołał nawet nie zsiadając z konia. „na rozkaz prefekta, jutro o świcie masz stawić się z osłem na front, do dowożenia zaopatrzenia dla walczących oddziałów.” Antoun zaskoczony wyjąkał: „Panie sierżancie, kto zajmie się moją rodziną. Jesteśmy bardzo biedni!” … wskazując na malutkiego Józefa, który miał wtedy 3 lata mówił dalej „to maleństwo potrzebuje mnie. Ode mnie zależy czy oni przeżyją.”

„To nie moja sprawa,” odpowiedział żołnierz.

„Dajcie mi choć dwa, trzy dni na przygotowanie…”

„To rozkaz.” powiedział groźnie sierżant. „Jutro, tam na dole, albo…” I jeźdźcy wycofali się z głuchym odgłosem końskich kopyt.

Rodzina została zdruzgotana. Następnego ranka Antoun Makhlouf opuścił dom, aby nigdy do niego nie powrócić. Mały Józef był nieświadomy tej tragedii i nawet nie podejrzewał, że pewnego dnia, wujek Tanios zostanie jego przybranym ojcem. Wiele lat miało opłynąć, zanim dowie się jakie wydarzenia doprowadziły do śmierci ojca.

Oto co się wydarzyło. W tym czasie wojska egipskie prowadzone przez Ibrahima Paszę najechały na południe Libanu. Emir Bashir, rządzący Libanem, wysłał uzbrojone oddziały przeciw Abdullahowi, Paszy Akry.  Jednak wojska najeźdźcy były silniejsze i nadmorskie osady, jedna po drugiej, były zdobywane przez Egipcjan w ich pochodzie na północ, przeciw Turcji. Wielu wieśniaków otrzymało wezwania do transportu zaopatrzenia dla wojska. Antoun należycie wywiązywał się z obowiązków i zezwolono mu na powrót do domu. Jednak nie było mu dane powrócić. Koło Ghorfeen poważnie zachorował i wkrótce zmarł.
Został pochowany w nieoznaczonym grobie a rodziny nikt nie powiadomił.

Po miesiącach beznadziejnego oczekiwania Brigitta ostatecznie musiała pogodzić się z tym, że jej mąż nie żyje. Jej odważna, dumna natura odrzuciła rozpacz, dlatego jeszcze bardziej niż przedtem poświęcała się wychowaniu dzieci. W końcu zdała sobie sprawę z niemożności wyżywienia i wychowania pięciorga dzieci w pojedynkę i po dwóch latach samotnego zmagania się, przyjęła propozycję małżeństwa, którą złożył niejaki Lahoud Ibrahim, pobożny mieszkaniec Biqa-Kafra. Ceremonia zaślubin miała miejsce w październiku 1833 r. Ten mężczyzna całkowicie poświęcony nowej rodzinie powziął myśl aby zostać księdzem, co było możliwe w Kościele Wschodnim (mężczyzna żonaty mógł być wyświęcony na diakona i prezbitera – przyp. tłum.). Omówił tę sprawę z żoną, która zgodziła się. Wprowadzenie w kapłaństwo nie trwało tak długo jak obecnie, tak że niedługo po tym przyjął święcenia kapłańskie pod imieniem Dominik lub Doumet.

Published in: on 19/03/2011 at 16:40  Dodaj komentarz  
Tags:

20. Rodzina Antoniego Makhloufa

Działo się to w tej wsi, podobnie jak biblijny Nazaret położonej w głębi kraju, 8 maja 1928r. w jednej z rodzin urodziło się piąte dziecko. Rodzicami jego byli Antoun Makhlouf i Brigitta Chidiac. Ósmego dnia po urodzeniu, chłopiec  został ochrzczony w miejscowym kościele Matki Bożej.  Na chrzcie nadano mu imię Józef.

Jego ojciec był wieśniakiem posiadającym kawałek ziemi i kilkoro zwierząt. Jednak był bogaty, posiadając dwa skarby: szacunek do pracy i wiarę, które były bardziej trwałe niż starożytne cedry górujące ponad wsią.

Te same przekonania były udziałem jego żony. Jednak ona cechowała się ponadto pobożnością, prawie zakonną. Pewnego razu, kiedy klęcząc w domu modliła się, jej mała córeczka Kaoun, weszła chcąc coś powiedzieć. Brigitta odmówiła odpowiedzi i później powiedziała do rodziny: „Kiedy jestem na modlitwie, niech nikt mi nie przeszkadza”.

Ona lubiła modlić się samotnie, tylko z Bogiem, który znał jej sekrety i wyznania. Ta odważna matka była niewzruszona wobec powinności modlitwy rodzinnej. Kiedy nadchodziła godzina wieczornego pacierza, wszystkie dzieci klękały wokół niej pod ikoną Matki Bożej, pod którą stało maleńkie kadzidło napełniające zapachem skromne mieszkanie.

Kiedy kościelne dzwony zaczynały dzwonić, Brigitta wychodziła z domu. Zabierała niemowlę i schodziła w dół ścieżką  do Domu Pana. Msza św. stanowiła rdzeń jej pobożności. Pościła praktycznie każdego dnia swego życia i nawet złożyła przyrzeczenie całkowitego powstrzymania się od mięsa. To poświęcenie jej spowiednik ocenił jako zbyt rygorystyczne przy jej stanie zdrowia i przekonał do odstąpienia.

Dzieci libańskie

Dzieci libańskie

Brigitta odmawiała  różaniec każdego dnia.  Bardzo zależało jej aby ściśle chrześcijańskie wychowanie otrzymało jej pięcioro dzieci: John, Beshara, Joseph, Kaon i Warda.

Jedna z córek: Warda była wyjątkowo pobożna, nie rozstawała się z różańcem. Nie wstydziła się iść z nim po wodę do wiejskiego źródła lub na pole. Pewnego dnia jeden z wieśniaków zawołał do niej złośliwie: „Hej ty tam. Nosisz długi różaniec jak zakonnica. Zapomniałaś, że jesteś zaręczona. Po ślubie, twoja teściowa mianuje cię świętą!” Być może Warda miała przeczucie, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Odpowiedziała „Może umrę zanim wyjdę za mąż?” Często w swoich modlitwach mogła mówić, „Ojcze, jeśli to małżeństwo nie zadowoli Ciebie, pozwól mi umrzeć zanim do niego dojdzie.” W rzeczywistości, wkrótce potem zmarła niezamężna.

Syn John także posiadł silną wiarę. Został nadzorcą ziem parafialnych we wsi. Rozbudował kościół św. Saby we wsi i kiedy nadszedł dzień pierwszej Mszy świętej w nowym kościele, powiedział z dumą: „Teraz mogę umierać, szczęśliwy.” Po śmierci został pochowany w tym kościele.

Tę samą wiarę można było odnaleźć u stryja młodego Józefa, który studiował teologię i został wyświęcony na diakona. Kiedy kapłan zapytał go, czy chciałby otrzymać święcenia kapłańskie, on odparł: „To wielka odpowiedzialność i ogromny zaszczyt, a ja nie czuję się wart tego.” I tak jak sławny św. Efrem, pozostał diakonem do końca życia.

Na koniec musimy wspomnieć o dwóch wujkach Józefa ze strony matki. Augustine i Daniel esh-Shidiaq byli zakonnikami Zakonu MAronickiego i żyli w pustelni św. Antoniego w Qozhaya, pięć kilometrów od Biqa-Kafra. Ich wpływ na młodego siostrzeńca, jak się o tym wkrótce przekonamy, był decydujący.

Published in: on 18/03/2011 at 23:36  Dodaj komentarz  
Tags:

19. Maronicka wieś

Biqa-Kafra

Biqa-Kafra leżąca około 140 km na pólnoc od Bejrutu jest najwyżej położoną (1600 m.) wsią w Libanie. Graniczy z miastem Bsharre i słynnymi „Cedrami Bożymi”. Około sto domów z cegły suszonej na słońcu, wybudowanych na tarasach otacza kościół. W zimie zasypane śniegiem, w lecie tworzą czarującą scenę, z przytulonymi drzewami morwy i winoroślą.

Miejscowość wyludnia sie powoli poprzez emigrację. Dwustu jej mieszkańców osiedliło się w Australii. Wieśniacy są niespokojnego ducha, ale podobnie jak wszyscy Maronici, są dumni ze swojej wiary i gotowi bronić jej z narażeniem życia.

Poprzez lata widzieli oni jak nie tylko burze, ale i ludzka chciwość zabierała im umiłowane cedry. Jednak ani ciężkiej pracy, ani służbie wojskowej narzuconej przez Turków, ani strasznej biedzie której doświadczali, nie udało się oderwać ich dusz od Boga i Jego Kościoła. Są to ludzie życzliwi, gościnni, pracowici, wytrwali w zmaganiach z naturą i w swojej miłości do ziemi ojczystej. Wyznają swoją wiarę, nie zważając na opinie innych. Poświęceni Matce Bożej, odmawiają różaniec.  Nie jest czymś niezwykłym nawet dziś, spotkać któregoś z tych górali  idącego do pracy z długim różańcem wiszącym na wierzchu u jego boku. Niezliczone maleńkie kapliczki Matki Boskiej stoją jak kropki przy drodze. Ksiądz nigdy nie przejdzie, aby ktoś nie podbiegł ucałować jego dłoń. Zaufanie jaki pokładają w św. Sabie, patronie jednego z kościołów w Biqa-Kafra idzie w parze z czcią jaką oddają Świętemu.

(Galeria zdjęć z Biqa-Kafra, kliknij tu).

Published in: on 17/03/2011 at 15:32  Dodaj komentarz  
Tags:

18. Opowieści o Ojcu Szarbelu

Starzy ludzie, którzy byli świadkami tych wspaniałych wydarzeń w Annaya: fenomen świateł, zachowanie ciała, pocenie, uzdrowienia, nawrócenia – są jednocześnie świadkami cudu największego z nich wszystkich: życia Szarbela Makhlouf.

Doświadczyłem ogromnej przyjemności rozmowy z tymi osobami, współczesnymi Szarbelowi. Kiedy snuli oni swe wspomnienia, żywe w ich pamięci, te opowieści były najbardziej fascynującymi historiami, jakie były kiedykolwiek były opowiedziane dla rozgrzania serca i posilenia duszy. Nie było cienia wątpliwości, czy w ich świadectwach jest choćby odrobina fikcji. To była prawdziwa opowieść o tych zdarzeniach, których byli naocznymi świadkami. Wydarzeniach, które łatwo mogą być sprawdzone.

Ojciec Szarbel nie napisał nic; żadnego traktatu teologicznego ani mistycznego, nawet żadnego listu. Podobnie jak Jezus, pisał w sercach słuchaczy. Wielu z nich żyje nadal i ich oczyma chcemy zajrzeć do ukrytego ogrodu jego życia. Z pewnością jednego z najbardziej oryginalnych w historii Kościoła.

W istocie, jego życie ukazuje się nam jako przedłużenie Tajemnicy Odkupienia. W obfitości tej tajemnicy, ponawianej na ołtarzu, Szarbel szukał i znalazł Boga. Czyż zbawienie świata nie ponawia się ciągle w każdej Mszy św?

Published in: on 15/03/2011 at 15:50  Dodaj komentarz  
Tags:

17. Dotykałem Ojca Szarbela

Pozwólcie, że przedstawię wam kogoś, kto widział pustelnika na własne oczy, kto dotykał go swoimi rękami. To zdarzyło się 7 sierpnia 1952 r. Kolejna ekshumacja była w toku. Została podjęta, aby raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości i rozpowszechniane plotki na temat zadziwiających cech fizycznych zwłok. Raz jeszcze grób został otwarty w obecności Czcigodnego Przełożonego Generalnego zakonu, pod przewodnictwem kardynała Tappouni.

Dwunastu arcybiskupów i biskupów, księża i zakonnicy z klasztoru oraz komisje: medyczna i kanoniczna , składało się na zespół, który przystąpił do otwarcia grobu. Ciężkie młoty, kilofy i łomy z głuchym łomotem otwierały przejście przez hermetycznie zamurowaną ścianę. Nadszedł moment krytyczny! Rzesza ludzi niecierpliwie czekała u drzwi klasztoru. Można było odczuć napięcie narastające wraz z każdym odwalanym kamieniem. Wreszcie ukazał się zarys starej, cynkowej trumny, teraz mocno skorodowanej, spoczywającej na dwóch kamieniach. Eksperci zbadali wnękę. Była sucha za wyjątkiem dna pod trumną, które było wilgotne, pokryte czymś w rodzaju surowicy. Trumna została wydobyta i otwarta na niedowierzających oczach widzów. Co zobaczyłem? Martwego człowieka? Nie! Nie miałem uczucia takiego jakie ma się widząc zwłoki. Ten człowiek spał, to wszystko;, był to odpoczywający zakonnik ubrany w szaty liturgiczne. Wyjęto go z trumny i posadzono. Ramiona i nogi ułożyły się naturalnie a głowa zachowała ruchomość. Ubiór został usunięty, ponieważ był całkowicie nasączony. Mały materac, na którym leżało ciało przegnił a z poduszki pozostały dwa szczątki. Szaty liturgiczne, szczególnie alba, były w plamach ze krwi. Krótkie włosy nadal pozostawały na tyle głowy i przez skórę widziałem żyły w kolorze ciemno brązowawym.

Przed włożeniem ciała zakonnika do nowej trumny, tym razem wykonanej z drewna cedrowego, księża ubrali je w czysty ubiór, i został nam udzielony przywilej ucałowania dłoni pustelnika. Tej ręki, którą dotykałem własnymi rękoma. Czułem ją pod moimi palcami! Była ona miękka, niemalże pulsująca i ciepła. Dziwna ekstaza przeszyła mnie w tym momencie i nadal drżę, kiedy myślę o tym. Ciało nie miało jakiejkolwiek woni; nie było żadnego śladu rozkładu i utrzymywał się tylko wysięk. Te cuda nie dotyczyły tylko ciała. To nie jałowa ciekawość ściągała tłumy do Annaya. Odrodzenie wiary, nawrócenie było tym co zadziwiało i zachęcało. Ożywcze tchnienie Boga niosło się przez święte wzgórze, pobudzając je przynaglając ludzi do konfesjonałów, do Komunii św. i chrztu. Oni modlili się i pragnęli  jak jeden mąż. Przybywali zewsząd, ze wszystkich środowisk, zawodów i różnych religii. Chrześcijanie i muzułmanie jednakowo wzywali cudotwórcę.

Są odnotowane inne przypadki wykazuje pewną odporność na rozpad. „Ale w tym wypadku,” objaśniał mnie dr Pige z Paryża, „pocenie się, nie może być wytłumaczone eliminacją obrzęków: ciało kogoś, kto cierpi na obrzęki, opróżnia się bardzo szybko po śmierci. Musimy pamiętać, że ciało Ojca Szarbela było wystawione na powietrze przez około cztery miesiące i to że pięćdziesiąt pięć lat po jego śmierci poci się nadal, nie wynika z tego, że płyn ustrojowy jest wydalany z ciała, ponieważ już dawno został by wydzielony wielokrotnie!”

Teraz już bez żadnych wątpliwości, ciało Ojca Szarbela będzie nieniepokojone spoczywać w szkatule z cedrowego drewna w klasztorze Annaya aż do błogosławionej godziny beatyfikacji.

Published in: on 14/03/2011 at 18:06  Dodaj komentarz  
Tags:

16. Wzruszający widok

Wiele uzdrowień zostało odnotowanych w klasztorze Annaya. Za wiele aby je wymienić. Kościół wymaga tylko jednego autentycznego cudu do beatyfikacji któregoś ze Sług Bożych. W przypadku Ojca Szarbela było wiele, z których można wybierać i kilka bardziej interesujących zostanie przedstawione na końcu tej książki.

Już podczas jego życia, jak zobaczymy dalej, niezwykłe wydarzenia były związane z jego osobą. Ale nie było ich po jego śmierci aż do 22 kwietnia Roku Świętego 1950, kiedy pustelnik ofiarował światu największą i najbardziej zdumiewającą liczbę cudów.

Ślepi, głusi, niemi, sparaliżowani, chorzy na raka i obłąkani byli wśród uzdrowionych. Pochodzili oni z wielu narodów. Wyznawali różne religie. Bóg sprawiał te cuda przez dotknięcie do ciała pustelnika, przez użycie maści zawierającej płyn sączący się z jego boków lub przez położenie dłoni na szatach noszonych przez Szarbela albo zmoczonych tym płynem.

Moc Boża nie ograniczała się do tylko do odnowienia fizycznej natury człowieka ale też dotykała dusz. Najbardziej poruszające przykłady uzdrowienia miały miejsce gdy dusza cierpiała od zobojętnienia na grzech, niewiarę i herezję. Ci ludzie znaleźli największe pocieszenie we wzorze samotnego pustelnika.

Oto świadectwo poruszających serce wydarzeń, które miały miejsce w 1950r.

” Kobiety w każdym wieku, pochodzące z nawet najbardziej znakomitych rodzin libańskich, podążały boso w górę kamienistą drogą do Annaya. Wespół z nimi wędrowali starcy, młodzieńcy, ułomni, niesienie przez kochających przyjaciół; wszyscy pragnący aby Szarbel zatroszczył się o nich. Klasztor zapełniony mrowiem ludzi, kościół zapełniony mnóstwem wiernych, rozbrzmiewający ich usilnymi prośbami i lamentami. „Ya Allah, (mój Boże kochany – tłum.), zmiłuj się nas nami, odpuść nam nasze grzechy.” Kamienna posadzka przed grobem pustelnika skąpana była we łzach. Czoła dotykające ziemi, usta całujące ściany, dłonie bijące się w piersi w udręczeniu. Każdy próbował dotknąć grobu. W tym miejscu choroba i wiara były połączone. Śluzy zostały podniesione i całą tłumiona niedola znalazła ujście. Ludzie płakali na widok nóg, które wreszcie powstawały i szły; oczu które zobaczyły piękno światła i koloru; ramion które wyciągały się do przyjaciela lub mogły oddać komuś przysługę; uszu które usłyszały głos ukochanej osoby albo śpiew ptaka.”

Nie wszyscy proszący wyzdrowieli, ale wszyscy odchodzili bardzo pocieszeni, szczęśliwi wielbiąc Boga i „Elquidis (Po mojemu – tłum.) – jego Świętego).

Published in: on 13/03/2011 at 13:56  Dodaj komentarz  
Tags:

15. Dziewięćdziesiąt pięć krajów w kontakcie z Annaya

Na jednym ze wzgórz maleńkiego Libanu modlił się pustelnik. Tajemnicze fale tej modlitwy rozchodziły się na zewnątrz, docierając do każdego zakątka Ziemi. Prasa, jak powiedział p. Lahoud, podchwyciła historię Szarbela i świat był wstrząśnięty nadprzyrodzonymi wydarzeniami, które objęły Annaya.

W ciągu niespełna dwóch lat, 130 000 listów z 95 krajów zostało złożonych w muzeum poświęconym pokornemu pustelnikowi, który umiał tylko modlić się, milczeć, być posłusznym i pokutować.

Co zawierały te listy? W niektórych był kosmyk włosów, kawałek ubrania, zdjęcie. Ich autorzy prosili aby te przedmioty położyć na grobie Szarbela i odesłać im z powrotem. Inni prosili o relikwie, obrazek, źdźbło trawy, cokolwiek co miało kontakt ze „Świętym”. Inni wyrażali wdzięczność za to, co otrzymali. Nie sposób było nie wzruszyć się, czytając te listy. Można było odczuć bicie serca proszącego między linijkami listu!

W tym czasie prawie wszyscy pielgrzymujący tędy do Ziemi Świętej zbaczali do Annaya. Oni wiedzieli, że Bejrut, Baalbeck, Sydon, Tyr i Byblos nie są jedynymi słynnymi miejscami w Libanie. Wiedzieli, że duch tego kraju żyje w świętych miejscach: sanktuarium Matki Bożej w Harissa, Dolina Quadisha (Kadisza), a teraz jeszcze pustelnia Annaya. To ostatnie stało się latarnią, której światło błyszczy najjaśniej.

Dla zakonników było radością asystowanie licznym pielgrzymom, chrześcijanom i innych wyznań. Cieszyli się pokazując pielgrzymom części ubioru, które okrywały nienaruszone ciało pustelnika. Nie bez pewnej emocji taki podróżny zauważał: „Ale te ubiory są mokre. To wygląda jak krew.”

Bo to rzeczywiście jest krew, drogi pielgrzymie”, mógł odpowiedzieć zakonnik. „Z ciała Ojca Szarbela cudownie wydziela się ten płyn w ciągu ostatnich 67 lat.”

Kiedy jedna grupa odchodziła kolejna przybywała zajmując jej miejsce. Wszyscy gotowi ogłaszać po całym świecie fenomen cudotwórcy z Libanu.

„Przybyłem w góry ponad Jbeil” pisze O. Voillaume (Francja) w czasopiśmie Christian Witness. „Widok był niezwykły. Dziesiątki autobusów i setki samochodów przewoziły tłumy, przywodząc na myśl procesje, które podążały za Naszym Panem dwa tysiące lat temu. Czułem, że tu króluje głęboka wiara. Jestem pewien, że tam wydarzało się tyle samo nawróceń co i uzdrowień, jeśli nie więcej.”

Published in: on 12/03/2011 at 20:48  Dodaj komentarz  
Tags:

14. Minister, który uwierzył

Pewnego słonecznego poranka, Minister Finansów; Emile Lahoud złożył wizytę Prezydentowi Republiki Libanu, Panu Bashara el-Khoury. Minister, niepraktykujący chrześcijanin przedstawił cel wizyty: „Wszystko to nonsens co się dzieje wokół  Ojca Szarbela. To naprawdę niedorzeczne. Prasa nie pisze o niczym innym. Musimy interweniować i powstrzymać to.”

„Myślę, że lepiej będzie udać się tam i zobaczyć na własne oczy” odpowiedziała żona Prezydenta. „Jest to jedyny sposób aby dowiedzieć się, co tam się wydarzyło.”

„Cała ta sprawa, wygląda na oszustwo” kontynuował minister. „To kompromitacja, jeśli takie rzeczy dzieją się w Libanie. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy państwem nowoczesnym i cywilizowanym. Ta historia wydaje się pochodzić ze Średniowiecza.”

„Emilu,” prezydent zwrócił się nieformalnie, „nikt nie oceni tej sprawy lepiej od ciebie. Udaj się do Annaya i dowiedz się o co chodzi. Kiedy wrócisz, możemy omówić to dokładnie i zobaczymy w jaki sposób możemy sobie z tym poradzić.”

„Ludzie zbzikowali” mówił dalej minister. „Jeden z moich sąsiadów, Aql Wakim, który choruje od 15 lat prosił swoją rodzinę aby go tam zawiozła. Cała dzielnica mówi o tym. To szaleństwo!”

Gestem, prezydent uciął te wywody. „Liczymy, na twoją skrzętność w dostarczeniu nam faktów.”

Ministerialna limuzyna toczyła się powoli po krętej, górskiej drodze wiodącej do Annaya. W Tourzaya, pięć kilometrów przed klasztorem dalsza jazda stała się jeszcze trudniejsza. Ogromna karawana podróżnych posuwających się w tym kierunku blokowała całą drogę.  Jedni wędrowali na boso, inni na osiołkach, jeszcze inni na wozach. Minister już rozdrażniony, stał się jeszcze bardziej zły, kiedy niektórzy zaczęli go rozpoznawać.

Przełożony klasztoru przyjął pana Lahoud w swoim saloniku. Zaskoczenie O. Pierre Younnes było zrozumiałe ponieważ gość był szczególnym politykiem, postacią znaną ze swoich mało religijnych poglądów. Zaledwie zamienili kilka słów, kiedy rozbrzmiały oklaski i dzwon zaczął dzwonić radośnie. Minister ostrzegawczo zwrócił się do Przełożonego „Bardzo przepraszam, jestem tu prywatnie. Proszę zaprzestać bić w dzwony.”

Przełożony nie zdołał ukryć uśmiechu. „Oni nie dzwonią z pańskiego powodu panie Ministrze. Nikt nie wie, że pan jest tu. Ci dobrzy ludzie prawdopodobnie byli świadkami cudu i czczą go w ten sposób.”

„Cud? Zejdźmy tam,” sceptycznie odpowiedział Lahoud i ruszył w dół po schodach. Za chwilę został otoczony rozkrzyczanym, rozgorączkowanym tłumem. Kiedy przechodził przez dziedziniec, podbiegł do niego nikt inny jak promieniejący i śmiejący się Aql Wakim. „Co pan tu robi, panie ministrze?”

„Czy to naprawdę ty, Aql?” wyjąkał Lahoud.

„Tak, tak to ja jestem, tak jak mnie pan widzi! Ale zostałem uzdrowiony dzięki Ojcu Szarbelowi!”

Ręka ministra powędrowała do czoła; stał jak ogłupiały. Kiedy odzyskał oddech, zapytał: „Czy ja śnię? To jest niemożliwe.” Zwracając się do Przełożonego oświadczył: „Ojcze nie mogę uwierzyć własnym oczom. Ten człowiek, to inwalida. Znam go od lat. Łaska Boża, która go uzdrowiła, uleczyła mnie z niedowiarstwa. Wierzę w Boga, w Świętego Szarbela, w Kościół Katolicki, w niebo i piekło, w diabła…”

Pan Lahoud życzył sobie, aby jego nazwisko umieścić w Złotej Księdze Uzdrowień jako świadectwo tego cudownego wydarzenia. Zakonnik prowadzący te zapisy widząc, że minister pod nazwiskiem nie umieścił swego oficjalnego tytułu, zwrócił się: „Czy mógłby Pan Minister dodać swoją pozycję w rządzie?”

„Tutaj, w tym miejscu” nowo nawrócony odparł skromnie ” wszystko musi uniżyć się przed wielkością Ojca Szarbela. Ja tu nic nie dodam.” Działo się to 3 maja 1950 r.

Published in: on 11/03/2011 at 15:46  Dodaj komentarz  
Tags:

13. Ekshumacja w roku 1950

Rok 1950 był Rokiem Świętym i wierni gromadnie przybywali do kaplicy przylegającej do grobu Ojca Szarbela aby modlić się o pomoc i opiekę za jego wstawiennictwem. Pewnego dnia ktoś zauważył, że ścian kaplicy jest wilgotna. Został powiadomiony Przełożony, ojciec Pierre Youness i stwierdzono, że przyczyną nie jest woda tylko rodzaj lepkiego płynu. Ojciec Youness, obawiając się, że trumna i ciało uległy rozkładowi, zebrał razem zakonników i polecił aby ponowne otwarto grób. Był to 25 dzień lutego, 1950.

Krwawy płyn przeniknął przez dwie trumny i wewnętrzną ścianę z kamienia i na nowo sączył się po zewnętrznej ścianie kaplicy. Opat John Andary, Przełożony Generalny zakonu, stwierdziwszy, że ciało jest nienaruszone, zaalarmował Patriarchę. Był nim w tym czasie Jego Świątobliwość Antoine Arida. Nowe badanie ciała rozpoczęło się pod przewodnictwem jego delegata, o. Mansour Awwad. Zostali poproszeni o pomoc przedstawiciele Ministerstwa (Zdrowia – dop. tłum.). Przybyło trzech konsultantów, ekspertów w swoich dziedzinach: dr. Shikri Bellan, dyrektor Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej rządu libańskiego, dr Joseph Hitti, poseł okręgu Mount Lebanon; i dr Teophile Maroun, profesor medycynyz French Fculty w Bejrucie. Każdy ślubował pod przysięgą mówić tylko prawdę i 22 kwietnia 1950r. w klasztorze Annaya grobowiec został oficjalnie otwarty.

Obecy przy tym był biskup Paul Aql, Wikariusz Generalny Maronickego Patriarchy na okręg Jbeil (Byblos), i Przełożony Generalny Zakonu Maronitów w otoczeniu wszystkich zakonników klasztoru Annaya. Trumny zostały otwarte i następujące świadectwo zapisane: „Krwawa wydzielina z ciała obserwowana w latach 1899 i 1927 utrzymuje się nadal. Pokryła ona całe zwłoki i przemoczyła ubranie. Jedna część ornatu jest zmurszała, dół trumny cynkowej odpadł z jednego końca, tuba, zawierająca dokumenty z 1927r. skorodowała, same dokumenty są nienaruszone.” Nie mogło być wątpliwości, że był to ten płyn, który sączył się przez obie trumny kropla po kropli był tym, który zwilżał ściany. Swiadkowie zauważyli, że każda część ubioru była nasączona, ze śladami krwi tu i tam, szczególnie na albie.

Wydzielina, która pokrywała całe ciało, skoagulowała się i zestaliła w plamy. Jednak ciało zachowało całą swoją gibkość i było możliwe zginanie ramion i nóg.

Annaya była zalewana, fala po fali, powodzią ludzką. Nawet jeszcze przed publicznym ogłoszeniem ustaleń Komisji, rzesze chorych i ułomnych zaczęły przybywać: głusi, ślepi, niemi i sparaliżowani. Naraz pojawiły się dziwne okrycia, napełniając pielgrzymów radością i entuzjazmem, wywołując ich okrzyki pełne intensywnej żarliwości religijnej.

Ciało zostało raz jeszcze szczelnie zamknięte, dla zabezpieczenia przed wyjmowaniem i przed składaniem mu jakiegokolwiek kultu. Od tego dnia, jeszcze w większej liczbie, rzesze ludzi przybywały do bramy klasztornej. Ludzie ci przybywali z każdego zakątka ziemi szukając pomocy i pocieszenia u pustelnika. Ani kiepskie drogi, ani brak noclegu w tym odludnym miejscu nie mógł ich odwieźć ich. Dzień i noc przybywali w niekończącym się ludzkim dramacie. Wyglądało to tak, jakby szukali bezpiecznej przystani.

Ich modlitwy bez końca wznosiły się do nieba. Wielu z nich odkryło Boga, kiedy błagali Jego Miłosierdzia i zdrowieli ze swoich chorób ciała i duszy. Księża byli zajęcie dzień i noc służąc sakramentami pojednania i Eucharystii. Okrzyk „Cud” rozlegał się w kółko wywołując głośne wiwaty i bicie dzwonów. Każdy chciał jakąkolwiek relikwię: nawet ziemia z dziedzińca w pobliżu grobu wyła zabierana jak skarb. Wiekli dąb, który ocieniał pustelnika przez wiele lat, nie został oszczędzony. Jego listki, gałęzie, pień, nawet kora były systematycznie zabierane.

Published in: on 10/03/2011 at 17:46  Dodaj komentarz  
Tags:

12. Jak doszło do beatyfikacji

Ponieważ ten stan rzeczy utrzymywał się  nadal, władze zdecydowały o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Ojca Szarbela, oraz dwóch innych członków zakonu. Byli to Ojciec Nemetallah Kassab al-Hardini, ojciec duchowny Ojca Szarbela – jak to później zobaczymy oraz Siostra Rafqa Ar-Rais. Przełożony Generalny, Opat Ignatius Dagher udał się w 1925 r. do Rzymu z prośbą do Jego Świątobliwości Papieża Piusa XI o uruchomienie procesu kanonicznego wobec trzech członków zakonu.

Ojciec Święty udzielił zgody i polecił aby podjąć badanie cnót i cudów związanych z tymi Sługami Bożymi. Teraz stało się powinnością Patriarchy przewodniczenie badaniu w zgodzie z prawem kanonicznym.

Została utworzona komisja.  Została zwołana po raz pierwszy w dniu 4 maja 1926 r. Zdecydowano, że ciało musi zostać przeniesione do nowego miejsca spoczynku aby zapobiec okazywaniu kultu przed oficjalną decyzją, która mogła nadejść z Rzymu. Dnia 24 czerwca 1927 r. , zwłoki Ojca Szarbela, zostały raz jeszcze ekshumowane w obecności ogromnego zgromadzenia ludzi. Został ubrany w kapłańskie szaty liturgiczne, głowa została zakryta wełnianym kapturem. W wygłoszonym przemówieniu opowiedziano o jego pustelniczym życiu, śmierci i dwóch poprzednich pogrzebach. Została także wspomniana ewentualna możliwość beatyfikacji.  To sprawozdanie podpisane i opieczętowane pieczęcią Komisji Beatyfikacyjnej  zostało umieszczone w metalowym cylindrze razem ze świadectwami lekarskimi opisującymi stan ciała w tym czasie. Wszystko zostało kontrasygnowane przez członków Komisji i złożone wraz z ciałem do nowej drewnianej trumny, która została zamknieta w drugiej, cynkowej. Oficjalne pieczęcie zostały założone na białej taśmie.

Podwójna trumna została umieszczona w nowym grobie, który został wykonany w ścianie krypty. Dwa duże kamienie oddzielały trumnę od kontaktu z ziemią. Dokładnie zabetonowane wejście dawało dodatkowe zabezpieczenie. Zostało umieszczone epitafium przypominające ważne daty z życia Szarbela, od narodzenia aż do 24 czerwca 1927 r.

Published in: on 09/03/2011 at 17:29  Dodaj komentarz  
Tags:

11. Ciało Ojca Szarbela wprawia w zakłopotanie medyków

Czy taki fenomen, przeciwny wszystkim prawom natury może nieskończenie rzucać wyzwanie wszystkim źródłom wiedzy, które były znane prestiżowym libańskim lekarzom?  Doktorzy przecież wytrwale i często dokonywali starannych obserwacji tego pół żywego ciała. Kolejna komisja kościelna 16 października 1926 r. zapoczątkowała własne postepowanie oparte na badaniach, którym został poddany pustelnik. Ojciec Joseph Abou Younes z Ehmej, Przełożony klasztoru w latach 1910-1913, stwierdził co nastepuje: ” Trzech dyplomowanych lekarzy podczas mojej kadencji przeprowadziło badania ciała: Dr Wakim Baik Nakhly, Nagib Baik el-Khoury i George Shucrallah. Żaden z nich nie udzielił zadowalającego wyjaśnienia naturalnej przyczyny tej niezwykłej sprawy.”

Dr Nagib el-Khoury był przekonany, że rozwiązał zagadkę i wpadł na doskonałe rozwiązanie powstrzymania ciągłego wysięku. Zdecydował poddać próbie cudowne zachowanie ciała od rozkładu. Zostało ono raz jeszcze umieszczone w skrzyni w pionowej pozycji. Stopy zostały zanurzone w palonym wapnie. Był to pewny sposób na zatrzymanie wydzielania płynu i rozkład dolnych kończyn! Ten eksperyment okazał się równie nieskuteczny jak wszystkie pozostałe. Stan ciała pozostał niezmieniony. Ten lekarz, niepraktykujący chrześcijanin, złożył następującą deklarację: „niniejszym pod przysięga oświadczam, że to ciało jest zakonserwowane przez silę, której nie można wytłumaczyć środkami naukowymi. Nie ma wątpliwości, że świętość Ojca Szarbela ma z tym wiele wspólnego.”

Z kolei dr Elias el-Onassy z Lehfed oświadczył: „Badałem ciało Sługi Bożego, Ojca Szarbela, w klasztorze Annaya.  Wyczuwałem zapach zwłok podobny do tego jaki pochodzi od ciała żywego człowieka.  Kiedy sprawdzałem zwłoki bardziej dokładnie, zauważyłem podobną do potu substancję  wydzielającą się porów ciała; dziwną i niewytłumaczalną żadnymi prawami natury rzecz, zważywszy na długi okres, w którym ciało pozostawało martwe. Okresowo przeprowadzałem identyczne badanie z tym samym wynikiem.”

Dr George Shucrallah, jeden z najbardziej poważanych lekarzy w Libanie, przeprowadził co najmniej trzydzieści badań ciała w ciągu siedemnastu lat. Stwierdził: „Monitorowałem to dziewicze ciało przy różnych okazjach i z coraz większym zdziwieniem odnotowywałem stan jego zachowania,  ze szczególną uwagą na czerwonawy płyn wypływający z ciała. Konsultowałem to z innymi lekarzami z Bejrutu, a nawet omawiałem to z moimi europejskimi kolegami, lecz nikt nie był w stanie wyjaśnić tego zjawiska. Jest to tak wyjątkowy fenomen, że prawdopodobnie żaden z lekarzy nie widział porównywalnego przypadku i prawdopodobnie taki przypadek nie został dotychczas odnotowany. Kontynuuję moje poszukiwania aby odkryć, czy podobne zjawisko wystąpiło w jakiejś części świata.”

Ten wybitny lekarz przedstawia następujące wyliczenie: „Zakładając, że ubytek płynu wynosił średnio 3 gramy na dzień. W ciągu 66 lat to powinno dać ilość około 72 kilogramy. To dalece przekracza wagę całkowitą wątłego ciała. Jak mniej może dać więcej? Moja opinia oparta jest na osobistych studiach i doświadczeniu. To ciało jest zakonserwowane przez jakąś nadprzyrodzoną siłę.”

Ponieważ nie dało się tego wytłumaczyć w sposób naukowy, wszyscy świadkowie i śledczy przychylali się do idei nadprzyrodzonej interwencji przez wzgląd na zagadkowy stan ciała i ciągłe wysączanie się płynu.

Czyż nie był to objaw Bożej łaskawości, która nagradzała  heroiczną niezłomność Ojca Szarbela i ogłaszała przez niego całemu światu i historii swą wspaniała obietnicę?

Published in: on 08/03/2011 at 19:07  Dodaj komentarz  
Tags:

10. Dziwny wysięk

Doczesnym szczątkom pustelnika nie było dane leżeć długo w „ostatecznym miejscu spoczynku”. Zakonnicy podczas modlitw zaczęli odczuwać specyficzny zapach towarzyszący rozkładowi zwłok i ten niepożądany efekt uboczny zdradzał miejsce pobytu ciała, czego chciano za wszelką cenę uniknąć w związku z tworzącym się kultem ludowym. Mało tego, płyn, który sączył się z ciała, wypływał na schody i mógł być zauważony przez każdego. Władze musiały się teraz zmierzyć z trudnym zadaniem: zmarły musi pozostać ukryty i równocześnie wypływ czerwonawego płynu zdradzającego miejsce pobytu musi zostać powstrzymany lub przynajmniej ukryty.

Miesiąc później ciało zostało wydobyte z ukrycia. Najpilniejszym pytaniem było: gdzie je położyć? Oto świadek naoczny Ojciec Youssef el-Kfoury, ekonom klasztoru, który przed komisją kanoniczną dnia 5 października 1926r. oświadczył: „Trzy dni po moim przybyciu, zabrałem ciało z dotychczasowego miejsca przechowywania i umieściłem w jednej z cel północnego skrzydła klasztoru. Tej nocy wraz z bratem Ijidios at Tannury wynieśliśmy je na taras i wyłożyliśmy, tak aby było wystawione na świeże powietrze. Mieliśmy nadzieję, że wysuszy to krew, która wysączała sie z pleców i z boków. Krew ta była tak obfita, że byłem zmuszony owinąć ciało w dwa prześcieradła i potem zmieniać je codziennie ponieważ nasączały się płynem. Kontynuowałem to przez około cztery miesiące bez żadnych oznak zmiany wydzielania.”

Jak dotąd nic nie pomogło w wyjaśnieniu tej sprawy. Ojciec Youssef el-Kfoury kontynuuje: „Kiedy po czterech miesiącach takiego traktowania zwłok nic nie spowolniło wypływu płynu i każdego dnia musiałem używać nowych dwóch płócien, zdecydowałem się na usunięcie z ciała żywotnych organów. Poleciłem aby Saba Bou Moussa wykonał tę operację. Kiedy otworzył on brzuch zwłok, stwierdził, że wnętrzności mają wygląd żyjącego człowieka!”

Celem następnej żałosnej interwencji było umożliwienie spłynięcia w dół, do stóp ciała, płynu którym nasączały się płótna i w ten sposób uniknięcie konieczności zmiany płócien każdego dnia. Jednak zakonnicy stwierdzili, że ta pozycja jest zbyt nienaturalna i w ten sposób ciało raz jeszcze wróciło do starej trumny. Leżało w niej nie niepokojone do roku 1909, kiedy zostało p rzeniesione do nowej kaplicy, która ufundował doktor George Shukrallah. Tam pozostało nieodkrywane aż do 24 lipca 19927 r.

Podczas tych 17 lat tajemniczy płyn ciągle wypływał. Sława Ojca Szarbela rozlała się szeroko poza Annaya i ciągle powiększające sie grupy wiernych przybywały aby wzywać wstawiennictwa pustelnika. W tym czasie ciało „pociło się” jak dotychczas.

W maju 1901 r. wierni zwolennicy Ojca Szarbela zebrali się przy jego grobie domagając się zgody na zobaczenie ciała pustelnika. Zgoda kościelna została wydana i zwłoki w pozycji stojącej zostały wystawione za szklanymi drzwiami w małym pomieszczeniu po prawej stronie od głównego wejścia. Odwiedzający mogli teraz widzieć pustelnika bez stałego nadzoru Ojca Kfoury.

Nieprzypadkowo święty człowiek został wystawiony w tej pozycji. Miano nadzieję, że powstrzyma to płyn wypływający z ciała odrzucającego śmierć, którego zagadkę lekarze bezskutecznie usiłowali wyjaśnić.

Published in: on 07/03/2011 at 09:23  Dodaj komentarz  
Tags:

9. Stan grobu i zwłok

Świadkowie byli jednomyślni w swoich zeznaniach. Wszyscy oświadczali, że woda deszczowa przenikała przez strop i ściany zamieniając kryptę w bagno. Ciało leżało w tej błotnistej wodzie, kapiącej z góry na odkrytą twarz. Gdy skorupa z błota pokrywająca ciało została usunięta, zwłoki okazały się nienaruszone z wszystkimi częściami giętkimi i wiotkimi jak u kogoś żywego. Skóra na zwłokach miała zdrowe rumieńce, mięśnie były elastyczne, ani jeden włos z jego gowy i brody nie wypadł.
„Jego dłonie spoczywały na piersi obejmując krzyż. Ciało było swieże i miękkie,” potwierdził Ojciec Joseph Younes. „Rodzaj białej cienkiej powłoki podobnej do włókien bawełny pokrywał jego twarz i ręce. Kiedy starliśmy ją, ukazało się nam ciało śpiącego człowieka. Mieszanina krwi i wody wydzielała się z niego.”

Ojciec Elias Abi-Ramia, żyjący jeszcze w klasztorze (pisane w 1965r. -przyp. tłum.) zapisał „Ciało było prężne i giętkie, wypływająca krew bez jakiegokolwiek śladu zepsucia, tak jak byłby on pochowany tego dnia.” Inni świadkowie złożyli takie same oświadczenia z mniej więcej podobnymi szczegółami. Szczególnie wspomnieć trzeba następujących: Saba Bou Moussa, brat Butros Jawwad z Mishmish, brat Elias Mehrini, Youssef EliasnAbou Sleiman, ojciec Francois Sebrini i George Emmanuel.

Została zmieniona bielizna, ciało ubrane w nowy ornat i złożone w odkrytej trumnie oraz przeniesione do kaplicy klasztornej na noc 15 kwietnia 1899r. Następnego ranka – zgodnie z instrukcją Patriarchy – zostało przeniesione do zastępczego miejsca złożenia, które było wybudowane wysoko w jednej z narożnej ścian kościelnych. Miejsce to nazywało się „al-Manbash”, ponieważ służyło jako skład starych przedmiotów kultu, a nawet węgla. Było to doskonałe miejsce ukrycia przed ciekawskimi spojrzeniami wiernych. Jedyny dostęp był poprzez kamienne schody zbudowane wewnątrz ściany. Wszystko wydawało się być załatwione tak, aby można było zapomnieć o całej sprawie.

Ważnym w tym miejscu jest podkreślenie, że wszystko co było możliwe zostało uczynione, aby spróbować odkryć naturalne przyczyny, które mogły przeciwstawiać się rozkładowi ciała. Wszystkie próby zawiodły.

Od założenia klasztoru, dwudziesty trzech zakonników i pustelników zostało pochowanych na tym samym cmentarzu co Ojciec Szarbel. Ostatnim był niejaki Ojciec Elias z Mishmish, poprzedni Przełożony klasztoru, złożony na spoczynek 12 lutego 1897r., dokładnie dziewięć miesięcy i dwadzieścia osiem dni przed Ojcem Szarbelem. Po nim zostało w tym samym miejscu pochowanych kolejnych dwudziestu księży. Tylko ciało pustelnika zostało nienaruszone. Wiódł on taki sam tryb życia, jadł ten sam rodzaj pożywienia jak inni pobożni pustelnicy i zakonnicy, którzy zamarli świątobliwą śmiercią w takich samych okolicznościach. Jedynie jego ciało nie uległo rozkładowi, zachowując cechy żywego organizmu. Dodajmy do tego osobliwy krwisto zabarwiony płyn, który sączył się ze zwłok. Jest to zjawisko niepowtarzalne w historii Kościoła jeśli nie medycyny.

Published in: on 06/03/2011 at 19:21  Dodaj komentarz  
Tags:

8. Grób zostaje otwarty

Częste ukazywanie się tajemniczego światła wraz z entuzjazmem wiernych, których podniecenie nie mogło zaakceptować nic mniej niż ekshumacja zwłok Ojca Szarbela, skłoniło Przełożonego i księży z klasztoru do otwarcia grobu. Tak się też stało i pokazano ciało nienaruszone, pomimo że było częściowo zanurzone w wodzie i błocie. Te spostrzeżenia zostały należycie opisane i grób ponownie szczelnie zamknięty. Przełożony udał się na spotkanie z Ojcem Generałem Zakonu Joseph’em El-Ser’aly i Jego Świątobliwością Patriarchą Elias’em Hayek. Pojechał prosić o zgodę na otwarcie grobu i przeniesienie ciała w bardziej szacowne miejsce pochówku.

W pierwszej chwili Patriarcha odmówił tej prośbie. Obawiał się, że przeniesienie ciała stworzy kult publiczny zabroniony przez dekrety kościelne. Jednak zalecił aby podjęto wszelkie kroki zapobiegające dostawaniu się wody i błota do grobu. Wkrótce jednak zdał sobie sprawę, że niemądrym będzie  pozostawienie ciała w miejscu tak żarliwej religijności, gdzie ktoś mógłby wykraść je z grobu. Dlatego wydał zgodę na ekshumację ciała i umieszczenie go z zapieczętowanej trumnie, która będzie mogła zostać ukryta w sekretnym miejscu dla uniknięcia nielegalnego kultu.

Tak więc zaledwie w cztery miesiące po pogrzebie Ojca Szarbela, w zgodzie z zaleceniami Patriarchy, grób został otwarty w obecności duchownych i świeckich świadków. Było to 15 kwietnia 1899 roku.

Siedmiu świadków, którzy mogli wejść do krypty aby na deskach wyciągnąć ciało, złożyło  pod przysięgą podczas przesłuchania przed komisją kościelną zeznania na temat stanu zwłok.

Published in: on 05/03/2011 at 23:51  Dodaj komentarz  
Tags:

7. Mahometanin świadkiem

Noc już zapadła, kiedy czterech jeźdźców podjechało do klasztoru. Na ich czele stał prefekt policji Mohamoud Hamadeh z Hjoula. Jeden z jeźdźców zsiadł z konia i nieśmiało zastukał do drzwi. Brat Elias pośpieszył otworzyć.

„Policja” powiedział dowódca. „Ścigamy przestępcę i myślimy, że ukrył się tu.”

Mężczyźni zostali wprowadzeni do poczekalni. Przełożony przywitał ich oczekując na wyjaśnienia.

„Ścigamy mordercę” powtórzył dowódca „i zobaczyliśmy światło ponad waszym klasztorem. Poszliśmy w tym kierunku. Jednak kiedy tu dotarliśmy, światło znikło. Co to wszystko znaczy”.

Przełożony zdając sobie sprawę, że chyba proroctwo staje się rzeczywistością, mruknął do siebie ”Znowu to światło, coś dziwnego… „Poczym zwracając się do policjantów, powiedział, „Wszystkie światła w klasztorze są gaszone o godzinie dziewiątej w wieczór. Teraz jest już prawie północ. Ja nic nie wiem o żadnych światłach, o których wspomnieliście.”

Dokładnie w tym momencie rozległ się wystrzał. Wieśniacy zobaczyli tajemniczą poświatę i dali sygnał.

„To ten bandyta!” krzyknął policjant.

„To jest sygnał!” sprzeciwił się Przełożony.

Wszyscy pospiesznie wyszli na dwór aby zobaczyć zadziwiający widok. Nieziemska poświata rzeczywiście lśniła nad grobem Ojca Szarbela. Zaległa cisza, nikt się nie poruszył. Wszyscy byli oszołomieni. Przełożony wreszcie poruszył ustami, „Nie może być już wątpliwości. Szarbel jest świętym. Niech Bóg będzie pochwalony.”

Prefekt pozostał podejrzliwy. Obawiał się, ze jest przed nim ukrywana jakaś tajemnica. „Więc kim był ten Wali, przyjacielem Boga? Otwórzcie grób.” Rozkazał.

„Przykro mi Ekscelencjo, ale my nic nie możemy zrobić bez zgody jego Świątobliwości, Patriarchy Maronitów”. „Patriarcha, bardzo dobrze”, kontynuował Prefekt. „Powinienem udać się do niego i powiadomić go osobiście.”


Published in: on 04/03/2011 at 23:52  Dodaj komentarz  
Tags:

6. Grób

Drugiego dnia po Bożym Narodzeniu, o godzinie 10-tej rano, została odprawiona prosta ceremonia pogrzebania zmarłego zakonnika. Kiedy „ginnaz”, czyli pogrzeb zakończył się, twarz zmarłego została zakryta welonem zgodnie z zakonną tradycją i ciało zostało przeniesione przez zakonników w miejsce wiecznego spoczynku.

Ludzie tłumnie zaczęli zbiegać się tłumnie do klasztoru, jakby nagle uświadomili sobie, że stracili świętego. Klękali na śniegu, jedni płacząc rzewnymi łzami, inni żegnając się w pobożnym uniżeniu. Powoli, orszak pogrzebowy trafił na cmentarz, gdzie pustelnik został złożony; bez trumny, ubrany tylko w szaty liturgiczne prostego zakonnika. Niektórzy prosili o specjalny pochówek dla niego, ale reguła zakonna nie dopuszczała żadnych wyjątków. Ojciec Szarbel powinien udać się na wieczny odpoczynek dokładnie tak jak bracia zmarli przed nim. Dwie drewniane deski były wszystkim, co oddzielało jego wątłe ciało od błotnistej ziemi. Niestety! Woda, która sączyła się ze sklepienia, miała wkrótce rozpocząć swe niszczące działanie. Wejście do krypty zostało zamknięte wielkim kamieniem, który zatoczony na miejsce, został zabetonowany w tej pozycji. Ktoś ostatni raz pokropił grób wodą święconą i okadził.

I tak Ojciec Szarbel znalazł miejsce spoczynku obok ściany kaplicy, bliżej niż dwa metry od ołtarza, przy którym każdego dnia zakonnicy odprawiali Mszę Świętą, wokół której koncentrowało się jego życie. Teraz, po drugiej stronie życia, Szarbel z pewnością będzie uradowany tym powtarzającym się cudem. Tłum powoli rozpraszał się, w modlitwie powtarzając refren „Hniyalou, quiddis!… błogosławiony kto staje się świętym.”


Published in: on 03/03/2011 at 23:54  Dodaj komentarz  
Tags:

5. Tajemnicze światła

Kilka tygodni później, grupa pełnych szacunku choć pogodnych wieśniaków została przyjęta w salonie Ojca Przełożonego. „To prawda, Ojcze,” George Emmanuel obstawał przy swoim. „Widzieliśmy to znowu ostatniej nocy. Wyglądało to tak, jakby dziwne światło unosiło się nad grobem Ojca Szarbela.”

„Ja widziałam także. Widziałam kilka razy,” dodała Miladeh, znana jako wdowa Tannous Chehade. „Mój dom jest wprost naprzeciw klasztoru i każdy może to zobaczyć…”

„Ja też widziałem to,” deklarował się Butros Sleiman Daher. „Mój dom wychodzi na klasztor i nie może być z tym żadnej pomyłki.”

Wszyscy wieśniacy zgodnie kiwali głowami. Te nadzwyczajne oświadczenia były absolutnie prawdziwe. Wszyscy przysięgali, że widzieli migotliwe światło w czasie kilku tygodni.

Przełożony, późniejszy Ojciec Generał Zakonu, wysłuchał tych wypowiedzi bez słowa. On był przekonany, ze pustelnik był świętym, lecz ociągał się z angażowaniem się w sprawy, które przekraczały jego uprawnienia. Uznał, że mądrzej będzie uspokoić te poruszone dusze, więc powiedział uroczyście.

„A więc, moje dzieci, może być tak jak mówicie, i to co mówicie może być prawdą. Jedna uczciwie muszę wam wyznać, że dopóki nie zobaczę tego na własne oczy, nie mogę wam przyznać racji. Będę to musiał sam zobaczyć. Zróbmy tak. Kiedy znowu to zobaczycie tej nocy, wystrzelcie w powietrze. Ja wtedy przyjdę i popatrzę.” I jeszcze dodał z uśmiechem, „widzicie, że jestem podobny do niewiernego Tomasza, muszę dotknąć aby uwierzyć”.”

Małą grupka odrzekła jednym głosem, „Damy ci ojcze znać.”


Published in: on 03/03/2011 at 23:53  Dodaj komentarz  
Tags:

4. Grabarze

Szarość poranka ledwie zaczęła kłaść smugi światła na wschodnich chmurach, gdy dwaj mężczyźni: zakonnik z długą szarą brodą i prosto ubrany wieśniak z wielkimi wąsami, pojawili się przy grobie. W rzeczywistości, był to rodzaj krypty służącej całe wspólnocie jako miejsce pochówku. Krypta ta przylegała do klasztoru od strony wschodniej, zaś dostęp do mrocznego wnętrza był pod niskim łukiem. Była ona niewielka: 2,30 m szerokości, 2,65 długa i wysoka na 1,40 m. Jedna z jej ścian wchodziła w skałę wzgórza. W porze deszczowej i na wiosnę, kiedy topniały śniegi, woda sączyła się ze ścian i zbierała na podłodze. Przygotowując miejsce kolejnego pochówku dwaj grabarze odkryli kości. Zakonnik podniósł czaszkę i pokazał swemu wspólpracownikowi.

„Spójrz tylko na to.”

„Ojcze, obawiam się, że każdy z nas tak skończy.”

„Masz racje przyjacielu. Pan nas uczy: ziarno nie wyda plonu dopóki nie obumrze”.

„Czy nie wydaje ci się Ojcze, że zakonnik, którego dzisiaj pochowamy, zmarł śmiercią świętych odpowiednią do jego życia?”

„Masz racje. Szarbel triumfuje w śmierci, tak jak za życia. Teraz on już wie, jak żałosne są nasze zatroskania i nasze uciechy. Teraz on zna głębię naszej nędzy. Jednak św. Paweł uczy nas, że nic nie jest stracone jesli wierzymy w Jezusa Chrystusa, zmartwychwstanie i życie, i tak jak On pokonał śmierć tak i my powstaniemy z martwych pewnego dnia.  To jest nasza pociecha i nadzieja.”

Published in: on 02/03/2011 at 23:55  Dodaj komentarz  
Tags:

3. Światło w kaplicy

W ciszy klasztornego korytarza ciemna postać człowieka zdążała w kierunku kaplicy. Jak każdej nocy, brat Eliasz Mehrini szedł modlić się przed Najświętszym Sakramentem. Gdy otworzył drzwi kaplicy, stożki światła świec stojących przy ciele martwego pustelnika rozbłysły, oświetlając twarz zmarłego. Ani późna pora, ani myśli o zmarłym nie zaniepokoiły brata Eliasza. Ukląkł i zatopił się w żarliwej medytacji. Nagle został olśniony światłem, które wylewając się z tabernakulum wydawało się pieścić twarz zmarłego mężczyzny. Ta nieziemsko pulsująca poświata zdawała się wlewać życie w leżące ciało.

Przerażony brat podniósłszy się, pobiegł do celi Przełożonego nie będąc w stanie ogarnąć umysłem znaczenia tego co sie wydarzyło. Nagle przebudzony z głębokiego snu, Przełożony otwarł drzwi i zobaczył strapionego Brata Eliasza.

„Och, Ojcze!”

„Co jest Bracie, co ci się stało?”

„Ojcze coś dziwnego dzieje się w kaplicy. Światło wychodzi z tabernakulum i lśni wokół twarzy pustelnika.”

Zdziwiony Ojciec Antoni poklepał brata po ramieniu i próbował uspokoić go. „Już dobrze, dobrze, mój synu. Weź się w garść. Musiałeś być zmęczony i przysnąłeś. Może ci się przyśniło”.

„Zapewniam Ojca…”

„No dobrze”, uciął przełożony. „Jest już północ i pora zadzwonić na nabożeństwo dla uczczenia drugiego dnia Bożego Narodzenia.”

Brat Eliasz zrobił jak miał powiedziane, ale dzwony zamiast wydzwaniać radosną wieść o Narodzeniu,  brzmiały  boleśnie mimo wszelkich wysiłków ożywienia ich pieśni.

Klasztor zaczął się budzić wśród ciemnej, śnieżnej nocy. Kwadrans później, szereg zakapturzonych cieni, z latarniami w dłoniach, spieszył mrocznymi korytarzami wiodącymi w kierunku kaplicy. Zakonnicy parami zbliżali się z różnych stron i zajmowali miejsce na wprost żłóbka. Litania się zaczęła. Zapach kadzidła rozszedł się w powietrzu, podczas gdy na zewnątrz dało się słyszeć przytłumiony odgłos grzmotu w głębi nocy.

Published in: on 01/03/2011 at 23:56  Dodaj komentarz  
Tags:

2. Kim jest ten zakonnik?

Tego samego wieczoru, zakonnicy zebrali się w pokoju Ojca Przełożonego, aby wyrazić swoje współczucie. Wielkie polana palące się w piecu dawały wystarczająco światła widzieć smutek ich twarzy. Kiedy wszyscy się rozeszli, przełożony zapalił lampkę oliwną i przysunął krzesło do stołu. Usiadł medytując. Po pewnym czasie na twarzy jego pojawił sie wyraz odległego proroctwa. Wziął do ręki dziennik klasztoru, otworzył go i przewróciwszy kilka stron umieścił następujący wpis:

„24 grudnia 1898 r. Ojciec Sharbel, zakonnik urodzony w Biqa-Kafra, dotknięty paraliżem, otrzymawszy ostatnie namaszczenie, został wezwany przez Boga w siedemdziesiątym roku życia. Został pochowany na cmentarzu wspólnoty podczas pełnienia stanowiska przełożonego przez Ojca Anthony Mishmishani. To czego dokona po śmierci, zwalnia mnie z wyszczególniania jego dokonań za życia. Wierny swemu powołaniu, był wzorem posłuszeństwa. Jego postępowanie było bardziej anielskie niż ludzkie.”

Przełożony odłożył pióro i skierował wzrok na krzyż, którego cień zdawał się szeptać przyzwolenie na te prorocze słowa.

Święty Szarbel

Published in: on 28/02/2011 at 23:58  Dodaj komentarz  
Tags:

1. Opuszczona pustelnia

Pustelnia św. Piotra i Pawła

Wczesnym rankiem pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia roku 1898 skromna procesja złożona z zakonników i osób świeckich opuściła pustelnię św. Piotra i Pawła. Z dużym trudem przedzierała się przez zaspy śniegu schodząc do klasztoru położonego poniżej pustelni. Schodzenie było utrudnione niewygodnym ciężarem, który nieśli idący: były to naprędce zbite z kilku prostych desek mary, na których spoczywało ciało zmarłego mężczyzny.

Lodowaty wiatr zelżał nieco, przybywało światła wstającego dnia, można było wyraźniej dostrzec zarys wychudzonego ciała zmarłego. Promieniowało ono łagodną słodyczą połączoną z godnością i szlachetnością. Ręce zmarłego obejmowały prosty drewniany krzyż i różaniec. Niosący założyli rękawice z powodu przenikliwego zimna i podłożyli pod mary długie drążki ułatwiające niesienie.

Ponad milczącą bielą śniegu niósł się dźwięk męskich głosów śpiewających smutną melodię pieśni w języku syryjskim*) „Pamietaj o śmierci”, podczas gdy kapłan okadzał ciało od czasu do czasu. Ojciec Makarios, mieszkaniec pustelni, podążał za marami pogrążony w żałości. Brat Francois z Quartaba, Brat Jawwad i Ojciec Michael Abi-Ramia podążali za Ojcem Makariosem.

Po przejściu procesji na poboczu pozostawały klęczące kobiety w czerni z pochylonymi w modlitwie głowami. Monotonnie dzwonił dzwon klasztoru św. Marona w Annaya, do którego zbliżał się orszak.

Tu zebrała sie niewielka grupa wieśniaków żegnających się w milczeniu. Kilkoro rąk wyciągnęło sie ku marom; jedne – aby ulżyć niosącym, inne – by z szacunkiem dotknąć mar lub kaptura zmarłego mnicha.

Stojąc cierpliwie przed wejściem do klasztoru w oczekiwaniu na przybycie orszaku przytłumione zgromadzenie zakonników w każdym wieku odmawiało półgłosem różaniec. Kiedy procesja dotarła do drzwi kościoła, nowe tony pojawiły się w tym chórze głosów. Cała wspólnota dołączyła do opłakujących brata zakonników.

Wreszcie donośny dźwięk dzwonu zamarł i kościół pogrążył się w głębokiej ciszy przerywanej czasem jedynie stłuminymi krokami asysty. Msza żałobna wzruszała swoją prostotą: „Netfathoun tar’aik… Już stoją nasze stopy w twych bramach o Jeruzalem”.

Zmarły, ubrany nadal w skromny strój zakonnika, złożony został na katafalku przykrytym całunem w nawie kościoła. Jeden po drugim uczestnicy maleńkiego zgromadzenia podchodzili, całowali jego dłoń i z szacunkiem wycofywali się.

Kościół opustoszał. Jedyne dostrzegalne światło pochodziło z migotliwych płomyków czterech świec, które oświetlały dwa obrazki: jeden na katafalku, drugi w Bożonarodzeniowym złóbku.

Ciąg dalszy – przesuwaj się do góry albo kliknij na kategorię:
<Książka „Św. Charbel”> w menu po prawej stronie.

*) Język syryjski (syriacki, suryāyā) – dialekt wschodnioaramejski z okolic Edessy (obecnie Şanlıurfa w Turcji). Chociaż przestał być używany w mowie w VIII wieku po najeździe Arabów na Syrię, stał się głównym językiem literackim i liturgicznym chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Published in: on 20/02/2011 at 23:59  Dodaj komentarz  
Tags:
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 80 obserwujących.

%d bloggers like this: