29. Odejście

Pewnego poranka roku 1851, kiedy szary świt zaledwie zaczął zajmować miejsce nocnych cieni, smukła sylwetka ludzka wymknęła się z domu Makhlouf kierując się w kierunku zachodnim. Był to Józef, zdecydowany iść drogą, którą wskazał mu Bóg.

Nikomu o tym nie powiedział, nawet matce. Nie była to bezduszność; oczywiste, że kochał matkę. Jego obawy budził wuj Tanios, który nie chciał nawet słyszeć o tym, że młody człowiek może pójść do klasztoru. Tanios potrzebował młodych rąk siostrzeńca do pracy w gospodarstwie. Dla matki, chociaż chciała być całkowicie poddana woli Bożej, widok syna odchodzącego mógł złamać serce. Oprócz tego, wcale nie była przekonana, że było to prawdziwe powołanie dla jej syna.

A więc pomyślał, że lepiej będzie zdecydowanie odejść, bez oglądania się wstecz, bez matczynych uścisków, bez ostatnich pożegnań z braćmi i siostrami. Jego serce było wypełnione uczuciami zebranymi w ciągu dwudziestu trzech lat i pozostawienie tego za sobą, wcale nie było rzeczą łatwą. A teraz musiał okraść samego siebie!…  Wiedział, Kto go wolał!… Był w pełni świadomy, że nikt nie może prześcignąć Jego wielkoduszności.

Tak więc wyruszył zupełnie sam, bez map, bez jedzenia, bez przewodnika. Jednak czuł, że jakaś tajemnicza  ręka prowadzi go. Droga przez góry Tannourine i doliny Douma oraz Bchihly jest długa i męcząca. Pod koniec dnia, kiedy Józef był już osłabiony głodem i zmęczeniem inny głos zaczął przemawiać do niego, tym razem zniechęcając.

„Gdzie idziesz Józefie? Do klasztoru? A co z twoją rodziną? Będziesz tęsknił za Biqa-Kafra. Szczególnie Meriam będzie czekać na ciebie. Z pewnością nie chcesz żywcem pogrzebać siebie i swojej młodości w nieszczęsnym klasztorze. Jeszcze nie jest za późno. Wiesz przecież, że równie dobrze możesz zbawić swoją duszę poza klasztorem. Zawróć, zrezygnuj z tego kaprysu. Każdy będzie cię błogosławił za to.”

Wątły mocarz Chrystusa nie wahał się. Silniejszy głos brzmiał w jego uszach. Świadectwo życia wujków domagało się posłuchu… „Szukaj Boga, Józefie. Tu na ziemi wszystko jest marnością. Szczęście znajdziesz tylko w Bogu. Przyjemności światowe są krótkotrwałe. Szybko znikają a śmierć tak szybko zabiera człowieka. Mądrym człowiekiem jest ten, który przygotowuje swoją duszę na dzień obrachunku!”

Dwaj pustelnicy mówili mu również o istnieniu sił zła i o tym jak najlepiej bronić się przed nimi. Trzymając krzyż jak tarczę, kroczył naprzód zdecydowanym krokiem nie martwiąc się niepewną przyszłością.

Nagle, daleko w dole ukazał mu widok, który spowodował gwałtowne bicie serca. Na zielonym tle widniały domy z czerwonymi dachami, tak przypominające Biqa-Kafra. Iskrzące się w oddali morze zdało się uśmiechać spoza imponującego klasztoru Matki Bożej Mayfouq, jednego z najpiękniejszych klasztorów Zakonu Maronickiego. Było to miejsce, w którym Józef miał spędzić pierwszy rok nowicjatu, 1851-1852.

Published in: on 06/04/2011 at 19:20  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://szarbel.wordpress.com/2011/04/06/29-odejscie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: