55. Apostoł chorych

Pewnego dnia, kiedy Ojciec Szarbel był w drodze do Mishmish, starsza kobieta, całkowicie bez tchu, podbiegła do niego. „Ojcze”, krzyknęła: „mój syn umiera. Proszę przyjść, zanim będzie za późno”.

W nędznym posłaniu leżał mężczyzna, walcząc o życie. Wołał: „Ach, ja cierpię, pomóż mi, matko… Nigdy jej tu nie ma.”
„Idę, synu,” zapewniła kobieta. „Przyprowadziłam księdza”.

„Ksiądz”, odparł mężczyzna z nerwowym śmiechem: „Nie chcę go. Powiedz mu, żeby zostawił mnie w spokoju”.

„Gdzie cię boli?” zapytał Ojciec Szarbel, który wszedł do pokoju. „Jeśli mogę pomóc, chętnie to zrobię.”

„Moje piersi są w ogniu. Muszę ciągle pić. Nie mogę spać.”

Szarbel zożył ręce do modlitwy, pobłogosławił chorego i rzekł do niego: „Miej odwagę moje dziecko. Twoje cierpienie oczyszci cię. Jeśli Bóg wzywa cię do Siebie, dlaczego ty się tak boisz? On jest cudownie łaskawy, bardziej niż twoja wspaniała matka, która cierpi strasznie z twego powodu. Czy naprawdę wierzysz, że jeśliby matka miała moc Boga, i dokonała osądu ciebie, to cierpiałbyś mniej? Czy nie jesteś ukochanym dzieckiem Niepokalanej Matki?”

Matka chorego przyniósła kapłanowi dzban z wodą, którą pobłogosławił. Dał pić choremu, który przystąpił do ostatniej spowiedzi i otrzymał rozgrzeszenie z wielkim spokojem. Przygotowawszy w ten sposób umierającego, Szarbel odszedł do klasztoru. Gęsta mgła powstała wieczorem i pokryła ziemię, ale był tak pochłonięty modlitwą, że nie zauważył, dopóki nie uświadomił sobie, że zgubił się. Dopiero w nocy odnalazł swoją drogę i podążył w dobrym kierunku do klasztoru. Gdy przybył, zamiast szukać odpoczynku i pożywienia, udał się bezpośrednio do kościoła, gdzie zajął miejsce w chórze i włączył się modlitwy poranne wraz z jego braćmi.

Nie ma wątpliwości, że to stosunek do obowiązku, ta żelazna dyscyplina i niechęć do ulegania w jakiejkolwiek formie zwolnieniu, legły u podstaw jego apostolskich sukcesów.

Syn Rashida Beika

W 1873 roku przybył do klasztoru jeździec, bogato odziany i bardzo wzburzony. Po krótkiej rozmowie z przełożonym, udał się w poszukiwaniu ojca Szarbela.

„Prefekt (moudir) z Ehmej, Rashid Beik El Khoury, prosi Ciebie. Tutaj mam pozwolenie twojego przełożonego do pójścia ze mną”.

„Pójdę za Tobą”, odpowiedział Szarbel bez wahania. Godzinę później, po długim, męczącym marszu, kapłan zatrzymał się przed pięknym domem. Co za kontrast między bogatą fasadą z pokorną obecnością zakonnika! Można sobie wyobrazić niechętne spojrzenia rzucane mu przez służbę.

Nagib Beik, syn prefekta, miał tyfus. Jego stan był krytyczny, a lekarze stracili wszelką nadzieję na uratowanie życia. To matka chłopca posłała po Szarbela. Była przekonana, że jeśli przybedzie, jej dziecko odzyska zdrowie.

Posłaniec ogłosił przybycie księdza. Świadek tego wydarzenia, Assaf Hanna Khater mówi nam, jak ksiądz wszedł do pokoju chorego, wyciągnął wodę święconą, pokropił nią dziecko, a potem usiadł modląc się. Dziecko obudziło się po chwili i zawołało: „Ojcze Szarbelu!”

„Chwała Bogu,” rzekł kapłan, zwracając się do rodziców cłopca. „Wasz syn jest wyleczony”. Wyszedł z domu i wrócił do klasztoru.

Tymczasem u pacjenta gorączka zniknęła, a wkrótce potem nastąpiło pełne wyleczenie. Nagib el-Khoury później został cenionym lekarzem. To on wykonywał eksperymenty na ciele zmarłego świętego.

Published in: on 08/12/2011 at 20:49  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://szarbel.wordpress.com/2011/12/08/55-apostol-chorych/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: